Wiersz poswięcony Jerzemu Wocialowi, napisany przez jego siostrzeńca Piotra Ciaceka, odczytany na pogrzebie Jerzego.

TŁUMACZ                                                                                                                                         POWRÓT

27 MAJA 2009

Mojemu wujowi Jerzemu Wocialowi

Czy wszystko zabrałeś ?
Gdy rano obudziłeś się po tej drugiej stronie.
Bez tego, czym się to robi,
za to z rurką w boku i „woreczkiem"

„czekaj nie mam woreczka !!" — wołała wychodząc twoja matka
„gdzie jest mój woreczek ?" - pytała w obawie przed zgubą

A ty już swój woreczek zawsze będziesz miał u boku.
Czy da się z tym żyć?
I jak długo... ?
Jak pójść w gości....?

Lecz rak nie był tylko na tym co wycięli.
Był jeszcze i tu i tam i ówdzie...
W zasadzie już był wszechobecny
Choć jeszcze nie dotykalnie niewidzialny.

Słuchałeś czytając, czytając słuchałeś

Relacjonowałem ci telefonem
Mijane rumuńskie wsie
I korupcje bułgarskiego piasku

Opowiadałem o Nałęczowie-i Lublinie
A ty czekałeś na te relacje
I ja czekałem.
Nawet nie wiesz jak to jest
Kiedy, ktoś tak bardzo czeka na Twoje słowo
Ile mi tym czekaniem dałeś.
I ciszą w słuchawce, gdy tyko
Szum oddechu zdradzał twoją obecność.

Czy to wybicie poza boisko...
Czy ta gra z dniem i
Jego rytuałem - prowadzona przez ciebie
Bez litości, jakby nic( a może właśnie
dlatego) się nie zdarzyło.

W szarym, wysokim naszym kościele
Twoja wystająca łysa główka
jak świeczka życia obok Paschału
„dobrze że z nami jesteś Jurku"
spod ołtarza Andrzej powiedział –
a główka się lekko pochyliła ku Niemu

A potem wszystko ucichło
I spowszedniało
I poza nami i tobą
walka stała się kolejnym elementem codzienności
Jak mycie chustki, czy rąk

I nikt niczego nie ukrył.
Taka codzienna krew.

„Módl się abym nigdy nie zwątpił w Pana i wytrwał przy nim"
- a oczy były ciągle błyszczące....

Wieczorem, w świetle lampy widziałem
Cię przez okno: pochylony
W okularach nad książką i słownikiem
I odszyfrowujący cudze myśli
Wchodzący w nie.

Stół, i twoje urodziny:
Prezenty - ty sztywny w fotelu.
Wokół włoska rodzina:
Dzieci, wnuki
Ciasta trzy na raz, plama na podłodze
Ktoś na kolanach, śliwka za koszulą
samochodzik w talerzu
Zielone czy Ani.

I twój uśmieszek, półgębkiem
Lekko przekornie szczęśliwy
Że ktoś ci to wszystko zebrał
I u stóp położył

I już było wiadomo, że tylko On
I nikt nie miał wątpliwości.
A ty siedziałeś w nocy
Bo ktoś cię pilnie poprosił.
I to miało znaczenie
By jednak to skończyć
A nad ranem o 7, gdy nie mogąc
Rąk wyprostować
Kładłeś się w skręcie bólu
Bóg się jednak zlitował.

Nie było już kolejnego zapachu szpitalnej posadzki
I nie było już żadnej kroplówki
I aluminiowych sztućców, szlafroków w paski
Zapachu uryny pogrążonym w mroku
I kaczki wpuszczanej w łóżka sadzawki..

Był spokój..

Słońce, zapach bzu, czeremchy
Ławka w ogródku, zawrót głowy
Szary sweter na niknących ramionach

„Teraz można nawet na dwa razy okręcić ..." –
Pomyślałem

„spotkały mnie dziś dwie nadzwyczajne rzeczy:
pozbyłem się wstydu i córka mnie umyła –
jeśli ktoś ci kiedykolwiek powie, że przychodzi taki
moment, gdy ludzkie życie traci wartość - nie wierz mu"

Chcę zejść na dół.
Nie czyta.
Oczy uciekają w czaszkę , bądź zastygają na moment - coraz dłużej
Nic wtedy w nich nie ma.
Przełknięcie śliny przywraca im lśnienie - powrót
Do życia.

„Nie chce teraz się kąpać
wolę odpocząć - porozmawiajmy
bo stale ten telefon nam przerywa –
więc rozmawiamy"
- telefon milczy

„Dobrze, że wczoraj się ukazała książka.
I była jej promocja, (przetłumaczyłem ją)
„Cywilizacja miłości"-
no cóż łumacza w zaproszeniu nie wymienili-
może tak jest w zwyczaju...."

„wyobraź sobie, wczoraj Róża woła
Anderson (znaczy autor) do Ciebie przyszedł"

I dziś z dedykacją podarowałeś
Lekarzowi z hospicjum.
Dedykacje napisałeś sam, długopisem
A on czekał 20 minut
na te cztery Twoje słowa
w „Cywilizacji miłości"
i miał na to czas.

„Modlę się za rodzinę , za cała rodzinę i dziękuję ci Panie za nią,
dziękuje za Kościół i proszę abym mógł te wiarę dowieźć do końca
i nie zmarnował tej mojej bytności w Kościele"

- na kartce
Róża twoją modlitwę zapisała
A ja
to wrzuciłem do skrzynki z prośbami
w Częstochowie

I Pan ...wysłuchał (31 maja 2009)

 

 

 

Joomla templates by Joomlashine